11 lipca to nie jest zwykła data w kalendarzu. To Narodowy Dzień Pamięci Polaków – Ofiar Ludobójstwa dokonanego na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej Polskiej. Dzień ustanowiony po to, aby oddać hołd dziesiątkom tysięcy niewinnych kobiet, dzieci i mężczyzn zamordowanych podczas Krwawej Niedzieli na Wołyniu.
A jednak w Legnicy uznano, że tego dnia można... tańczyć.
Legnickie potańcówki są popularne i nikt rozsądny nie kwestionuje ich wartości jako wydarzenia integrującego mieszkańców. Problem nie tkwi w samej potańcówce. Problem tkwi w terminie. Czy naprawdę nie można było przełożyć jej o jeden dzień? Czy pamięć o ofiarach była aż tak niewygodna, by ustąpić miejsca muzyce i zabawie?
Prezydent miasta stwierdził, że jest to normalny dzień, a nie dzień wolny od pracy, więc nic nie stoi na przeszkodzie organizowaniu imprez. Tyle że nikt nie domagał się zamknięcia sklepów czy urzędów. Wielu mieszkańców oczekiwało jedynie odrobiny refleksji i szacunku wobec jednej z najtragiczniejszych kart polskiej historii.

Jeszcze bardziej niepokojące jest jednak to, co – jak relacjonuje nasza redaktorka – wydarzyło się po wyrażeniu przez nią własnej opinii. Na facebookowej grupie Pozytywka Legnicka napisała jedynie, że jej zdaniem Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Krwawej Niedzieli na Wołyniu powinien być obchodzony z podobną powagą jak dzień Wszystkich Świętych – dniem zadumy, pamięci i szacunku dla zmarłych.
Zamiast rzeczowej dyskusji miała spotkać się z obraźliwymi komentarzami. Jak relacjonuje, została nazwana „kretynką”, a określenie to miało paść ze strony administracji grupy. Jeżeli rzeczywiście doszło do takiej sytuacji, trudno uznać ją za przykład kultury debaty publicznej. Można nie zgadzać się z czyimś zdaniem, ale obrażanie drugiego człowieka za apel o godne uczczenie ofiar historycznej tragedii nie powinno mieć miejsca.
Czy naprawdę tak dziś wygląda debata publiczna? Czy człowiek przypominający o pamięci narodowej zasługuje na wyzwiska? Czy właśnie do tego sprowadza się wolność słowa – że jednych można obrażać tylko dlatego, że mają inne zdanie?
Można dyskutować o sposobie obchodzenia świąt państwowych. Można mieć różne poglądy. Ale trudno zrozumieć sytuację, w której większym problemem staje się osoba przypominająca o pamięci niż sam fakt organizowania zabawy w dniu poświęconym ofiarom jednej z największych tragedii w historii narodu polskiego.
Historia uczy, że naród, który przestaje szanować własne ofiary, z czasem przestaje szanować również samego siebie. Pamięć nie wymaga wielkich pieniędzy ani spektakularnych gestów. Czasem wystarczy jeden prosty gest – powiedzieć: dziś nie tańczymy. Dziś pamiętamy.
Bo są dni, w których muzyka może poczekać.
Pamięć o pomordowanych na Wołyniu nie powinna.









