33. sesja Rady Miejskiej Legnicy upłynęła pod znakiem gorącej debaty, wzajemnych oskarżeń oraz zarzutów o nierówne traktowanie uczestników dyskusji.
Zdaniem części mieszkańców oraz radnych opozycji określenie „wotum zaufania” coraz bardziej przypomina „wotum większości”, ponieważ – w ich ocenie – argumenty przedstawiane przez opozycję i mieszkańców nie miały wpływu na wynik głosowania.
Kontrowersje wzbudził również sposób prowadzenia obrad przez przewodniczącą Rady Miejskiej. Podczas wystąpienia radnego Adama Wierzbickiego wyłączono mu mikrofon, podczas gdy – jak wskazywali radni opozycji – podobna reakcja nie miała miejsca wobec wypowiedzi prezydenta miasta. Zdaniem radnych PiS prowadząca obrady stosowała odmienne standardy wobec przedstawicieli większości i opozycji. Zwracali oni uwagę, że mimo rozpoczęcia sesji apelem o zachowanie kultury wypowiedzi i wzajemnego szacunku, przewodnicząca wielokrotnie przerywała wypowiedzi radnych PiS oraz odbierała im głos jeszcze w trakcie ich wystąpień. Do tej sytuacji odniosła się również radna Marta Wisłocka, która zwróciła przewodniczącej uwagę, apelując o zachowanie takich samych standardów prowadzenia debaty wobec wszystkich uczestników sesji oraz o przestrzeganie zasad kultury dyskusji, do których sama wcześniej nawoływała.
Krytyczne uwagi dotyczyły także przebiegu debaty. Według części radnych prezydent wraz ze swoimi współpracownikami pozwalał sobie na personalne uwagi kierowane zarówno do radnych, jak i mieszkańców obecnych na sali.

“Żandarm” a nie “przedszkolanka”, media prawicowe niemile widziane…

Emocje wywołała również sytuacja z udziałem fotoreporterki portalu „Nasza Legnica”. Przewodnicząca zwróciła jej uwagę, że przeszkadza podczas sesji, nie wskazując jednak – według relacji obecnych – na czym konkretnie miało to polegać. Pozwoliła sobie na stwierdzenie “Pani w niebieskich spodenkach”. Z relacji świadków wynika, że fotoreporterka wykonywała wyłącznie dokumentację fotograficzną przebiegu obrad i nie zakłócała ich przebiegu.
Sytuacja ta wywołała pytania o poszanowanie praw przedstawicieli mediów podczas jawnych posiedzeń organów samorządu. Art. 14 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej gwarantuje wolność prasy i innych środków społecznego przekazu. Art. 54 ust. 1 Konstytucji zapewnia wolność pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, natomiast art. 61 Konstytucji przyznaje obywatelom prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej. Z kolei art. 11b ustawy o samorządzie gminnym ustanawia zasadę jawności działania organów gminy, a art. 20 ust. 1b tej ustawy nakazuje transmitowanie i utrwalanie obrad rady miejskiej. Dodatkowo Prawo prasowe przewiduje szczególną ochronę wykonywania obowiązków przez dziennikarzy oraz odwołuje się do przepisów o dostępie do informacji publicznej.
Oznacza to, że przedstawiciele mediów mają prawo dokumentować przebieg jawnych obrad, o ile ich działania nie zakłócają porządku sesji. Ewentualne ograniczenia powinny być uzasadnione konkretnym naruszeniem porządku obrad, a nie samym faktem wykonywania zdjęć. W ocenie części obserwatorów sytuacja z udziałem fotoreporterki mogła budzić wątpliwości z punktu widzenia konstytucyjnej zasady jawności życia publicznego oraz wolności prasy.

…nie jesteśmy psami, żeby na nas szczekać…
Podczas sesji radna Joanna Śliwińska-Łokaj zwróciła uwagę prezydentowi na – jak oceniła – niestosowny sposób prowadzenia dyskusji. W swojej wypowiedzi stwierdziła, że radni „nie są psami, aby na nich szczekać”, apelując o zachowanie wzajemnego szacunku.
Debata publiczna, ale po “naszemu”.
Radni Rafał Rajczakowski oraz Marta Wisłocka również podnosili kwestię – ich zdaniem – nierównego traktowania uczestników debaty. Jak relacjonowano podczas sesji, przedstawiciele większości mogli poruszać tematy wykraczające poza główny przedmiot dyskusji, natomiast radni opozycji spotykali się z przerywaniem wypowiedzi, wyłączaniem mikrofonu lub upomnieniami.
Według relacji radnego Rafała Rajczakowskiego, gdy prezydent poruszał temat parkowania samochodów przez osoby przyjeżdżające na sesję spoza Legnicy, nie spotkał się z reakcją prowadzącej obrady. Gdy jednak sam próbował odnieść się do tej kwestii, nie otrzymał takiej możliwości. W jego ocenie świadczy to o stosowaniu podwójnych standardów podczas prowadzenia debaty.
Radna Marta Wisłocka miała z kolei zwrócić przewodniczącej uwagę, że nie reagowała w podobny sposób na wypowiedzi prezydenta miasta, mimo że – w jej ocenie – również wykraczały poza standardy rzeczowej dyskusji.

Tolerancja to juz przeżytek.

Na zakończenie sesji pojawiły się także kolejne kontrowersje. Dariusz Potyczka, jak przekazał w rozmowie z reporterką „Naszej Legnicy”, zapowiedział podjęcie kroków prawnych po wypowiedzi wiceprezydent Aleksandry Krzeszewskiej. Według jego relacji doszło do publicznego znieważenia jego osoby. Podkreślił, że osoby pełniące funkcje publiczne powinny być przykładem kultury debaty i szacunku wobec mieszkańców, a nie eskalować konflikty.
33. sesja Rady Miejskiej Legnicy po raz kolejny pokazała, jak wiele emocji budzą lokalne sprawy i jak ważne jest przestrzeganie jednakowych zasad wobec wszystkich uczestników debaty publicznej – zarówno radnych większości i opozycji, mieszkańców, jak i przedstawicieli mediów. Jawność życia publicznego oraz wolność prasy należą do fundamentów demokratycznego państwa prawa i powinny być respektowane podczas każdej sesji organów samorządu.
Przewodnicząca dyktuje Prezydentowi co mówić ma…
Kolejną kontrowersyjną sytuacją było wystąpienie radnego Andrzeja Lorenca, który zadał pytanie dotyczące ulicy Bocianiej. Jeszcze przed udzieleniem odpowiedzi przez prezydenta przewodnicząca zwróciła się do niego słowami: „Panie Prezydencie, proszę nie odpowiadać na to pytanie.” Wypowiedź ta wywołała zdziwienie części radnych oraz osób obserwujących przebieg sesji, ponieważ padła jeszcze przed udzieleniem odpowiedzi na zadane pytanie.
Uwagę obserwatorów zwróciło również zachowanie radnej Bogumiły Wszelakiej. W trakcie sesji była widziana m.in. ziewając oraz wykonując gesty, które część obecnych odebrała jako oznakę znużenia przebiegiem obrad, było i dłubanie w nosie. Po zakończeniu sesji wykonała gest przypominający tzw. „cieszynkę”, co przez część obserwatorów zostało odebrane jako wyraz zadowolenia z zakończenia wielogodzinnych obrad. Ocena tego zachowania pozostaje jednak kwestią indywidualnej interpretacji.
Pozdrowienia od “Pani w niebieskich spodenkach”…










